czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 4

    Gdy się obudziłam oczom nie wierzyłam. Zaczęłam piszczeć.
- Co ty tu robisz?! - spytałam przestraszona.
- Leże? Nie widać? - uśmiechną się wrednie Mike.
- Wynocha!!! Nie rozumiem w jaki sposób tutaj wszedłeś, w jaki sposób się tu znalazłeś. Zechcesz mi powiedzieć? - spytałam zaciekawiona.
- Magia - zaczął się śmiać.
- Wynoś się stąd! - wstałam na równe nogi z łóżka i pokazałam na okno.
- Spokojnie! - schował się pod łóżko.
- Co się dzieje? Słychać cię aż na dole - do pokoje weszła mama.
- O dzień dobry - uśmiechnęłam się - śpiewałam - zaczęłam się śmiać.
- Oj fałszujesz - zaśmiała się i wyszła.
- Mówiłem, żebyś była cicho - mówił Mike spod łóżka.
- Wyjdź bo narobię sobie i tobie kłopotów.
- Jutro o 15 po ciebie wpadnę, do zobaczenia - poinformował mnie z uśmiechem na twarzy.
- Nie jestem pewna czy z tobą pójdę.
- Jak to? - spytał a uśmiech znikł z jego twarzy.
- Tak to. Lucy ostrzegała mnie przed tobą.
- Ile ją znasz?! - spytał bardzo zdenerwowany.
- A ile znam ciebie?! - spytałam równie oburzona jak on.
- Na pewno dłużej. A po za tym Lucy mnie nie lubi i tyle - odpowiedział już spokojny.
- Doprawdy, zabawne. Wyjdź już proszę - wskazałam na okno.
- Już wychodzę na twoje właśnie życzenie - wyszedł przez okno i znikł z mojego pola widzenia.
   Miałam dzisiaj w planach spotkanie z Lucy. Miałam zamiar dowiedzieć się co miała na myśli mówiąc o Mike'u.
 Zeszłam na dół, przywitałam się z rodzicami i zjadłam śniadanie. Siedząc w kuchni zobaczyłam, że dostałam wiadomość od Lucy. "Przepraszam za wczoraj. Dzisiaj ci to wszystko wytłumaczę tylko się ze mną spotkaj, proszę" Zabawne. Przecież ja sama na to czekałam. Umówiłyśmy się na godzinę 14:00, zastanawiałam się co mogę zrobić, by czas szybciej mi miną.Wyszłam na pole, usiadłam na huśtawce i włączyłam piosenkę http://youtu.be/LqI78S14Wgg , zamknęłam oczy i zaczęłam się zastanawiać nad Mike'iem. Z zadumy obudził mnie dotyk czyjejś ręki na moim ramieniu.
- Przepraszam, że tak niespodziewanie - powiedział nikt inny, tylko Mike.
- A to ci dopiero niespodzianka. - powiedziałam z nutką lekkiego sarkazmu w głosie. - Czy ty nie masz jakichś innych zajęć, tylko ciągle pojawiasz się w moim otoczeniu?!
- To skomplikowane. Przepraszam.
- Po co ty tu w ogóle jesteś?
- Chciałem ci wyjaśnić.
- Nie chce - nie dopuszczając go do słowa wstałam i weszłam do domu. Widziałam przez okno jak Mike  rzuca kamieniami i je kopie. Najpierw chciałam usłyszeć wersje Lucky, a później Mike'a. Albo w ogóle nie chce go słuchać.
- A co to za nieznajomy był u nas na podwórku? - spytał tata.
- Chyba znajomy, albo nieznajomy znany od dawna. Sama już nie wiem.
- Skomplikowana odpowiedź. - stwierdził tata.
- Tato... wszystko jest skomplikowane.
 Po tych słowach udałam się do swojego pokoju. Na łóżku czekała na mnie kolejna niespodzianka. Pudełko a koło niego karteczka, na której widniały takie słowa: " Przepraszam Cię, na prawdę, mam nadzieję, że prezent będzie dobrze leżał i że mi wybaczysz. Pójdziesz ze mną na imprezę? Jak zadecydujesz, że nie. Zrozumiem to. Mike. " Po przeczytaniu stwierdziłam, że tego nie wezmę i oddam mu to lepiej przy pierwszej lepszej okazji. Gdy spojrzałam na zegarek była już godzina 13:45 więc zaczęłam się zbierać szybko na spotkanie z Lucy. Nasze spotkanie miało się odbyć przed opuszczonym domem, niedaleko miejsca, w którym mieszkam. Czekałam, czekałam i czekałam, ale Lucy się nie pojawiała. Postanowiłam już wracać do domu, gdy nagle przybiegła Lucy.
- Bardzo przepraszam za spóźnienie - mówiła smutna Lucy.
- Już myślałam, że masz mnie daleko gdzieś...
- Kurczę, jeszcze raz bardzo przepraszam. Zagadałam się z Mike'iem - Zaczęła mi się tłumaczyć.
- Wspominał mi, że za sobą nie przepadacie.
- Bo to prawda - potwierdziła Lucy. - Co chcesz wiedzieć?
- Skąd znasz Mike'a i kim on jest. Jeśli oczywiście mogę wiedzieć.
- Nie jestem jakoś zaskoczona tym, o co pytasz - zaśmiała się. - Ok, więc Mike Smith ma 21 lat. Jak już pewnie zauważyłaś zabujał się w tobie. Jest uczuciowy, ale jest też niekiedy bardzo wkurzony, na wszystkich! Bez wyjątku!
- Ma aż takie humorki? - zachichotałam.
- Można w sumie tak to ująć.
- Okej, a ty? Kim jesteś? Jeśli wolno spytać.
- Jestem Lucy Morgan, mam 21 lat, kiedyś byłam bardzo zżyta z Mike'iem, ale coś się popsuło. Jestem wredna i zadziorna, więc nie mam wielu dobrych znajomych. Chodząc tak bez celu natrafiłam na ciebie. Jutro na tej dyskotece będzie moja najlepsza koleżanka. Z chęcią weźmiemy cię ze sobą - uśmiechnęła się Lucky.
- Wiesz... zastanawiam się czy iść z Mike, może z nim pójdę, żeby nie czół się urażony.
- Chodź ze mną i Rebekh'ą
- Rebekh'ą? - spytałam zdziwiona.
- Tak, tak nazywa się moja najlepsza koleżanka. No chodź z nami, będzie fajnie.
- Nie... pójdę jednak z Mike, ale będąc z nim, przecież zobaczę się także z wami, spokojnie.
- Zobaczymy... Chcesz jeszcze coś wiedzieć?
- Wiem, że to prywatne, ale co się stało, że już nie jesteście przyjaciółmi? - spytałam zaciekawiona.
- Nie byliśmy przyjaciółmi, tylko parą. Niedługo się przekonasz, no ale niech ci będzie, powiem w skrócie. A więc byłam sobie ja i był sobie Mike. Po pewnym czasie ja się zmieniłam i on. Po prostu tak wyszło, nasi znajomi od lat byli wrogami. Więc nagle my się nimi dla siebie staliśmy i zapomnieliśmy co nas łączyło. Koniec bajki.
- Wrogami?
- Nie za dużo chcesz wiedzieć panienko? - zaśmiała się Lucky.
- Przepraszam. A ty może chcesz coś wiedzieć o mnie?
- No w sumie nic nie zaszkodzi, opowiadaj.
- Nazywam się Katniss Corbet, mój trudny charakter nie ułatwia mi szukania nowych znajomości. Mam 18 lat, dawniej mieszkałam w Knoxville, a przeprowadziłam się tu, by zacząć wszystko od nowa. By się zmienić, ale jak na razie nic się nie zmieniło, oprócz tego, że udało mi się kogoś poznać.
- Ciekawe. Jeszcze dużo czasu przed tobą i wiele do odkrycia.
- Jak to mówią, pożyjemy zobaczymy.
Chwile jeszcze rozmawiałyśmy o zainteresowaniach i wróciłam do domu.
  Popołudnie minęło spokojnie, jedynie cały dzień rozmyślałam o tym, co mówiła Lucky o Mike'u i o całym nim. Dlaczego go spotkałam? Po co on mnie spotkał?! Dziwne to.
      Następnego dnia rano nie widziałam Mike'a, mijały godziny, a on się nie pojawiał. Gdy była już 14:40 byłam ubrana i wyczekiwałam go, ale on się ciągle nie pojawiał. Powoli zaczęłam wątpić, że w ogóle przyjdzie. Było już dziesięć po czternastej, postanowiłam się przebrać, bo totalnie zwątpiłam. Gdy ściągnęłam sukienkę, w moim pokoju pojawił się ni stąd ni zowąd... Mike.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - zasuną oczy ręką i szybko się odwrócił.
- Ej! - szybko ubrałam sukienkę z powrotem.
- Myślałem, że nie chcesz ze mną iść.
- Jednak chcę - uśmiechnęłam się.
- Wyglądasz olśniewająco w tej sukience - odwrócił się a oczy zabłysły mu jak gwiazdy.
- To dzięki tobie - zaśmiałam się.
Poinformowałam rodziców, że wychodzę i udałam się z Mike'iem  na imprezę. To dziwne, ale będąc koło niego czułam się bezpiecznie. Pod domem stał czarny chevrolet chevelle rocznik '69, do którego wsiedliśmy i pojechaliśmy na imprezę.
  W lokalu było dużo kolorowych świateł, ale i tak było ciemno. Usiedliśmy koło barku i zamówiliśmy  drinki.
- Tak właściwie po co mnie zaprosiłeś? Przecież się nie znamy.
- No właśnie, chce cię poznać - uśmiechną się i wypił całego drinka.
- I ja z chęcią poznam ciebie. Dowiem się też czego o de mnie chcesz - zaśmiałam się i również wypiłam całego drinka.
- Jak na razie chcę z tobą zatańczyć moja droga. Uczynisz mi ten zaszczyt? - spytał i podał mi dłoń.
- Tobie? Oczywiście - zachichotałam.
Poszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć do jezzowej muzyki. Tańczyliśmy bardzo długo, powoli zaczynały mnie boleć nogi.
- Wiesz... naprawdę wyglądasz olśniewająco - popatrzył mi w oczy.
- Nie kłam, bo tak nie wolno! - walnęłam jego lekko w klatkę piersiową i się zaśmiałam.
- Ej, ej! Tylko zero przemocy - uśmiechnął się.
- Wiesz co? Olśniewająco wyglądasz - zaśmiałam się.
- Kłamczucha! - zaczął mnie gonić po całej sali.
Zachowywaliśmy się jak małe dzieci... dosłownie. W pewnym momencie opadłam z sił i nie mogłam już biec, do tego w wysokich butach.
- Mam cię! - zaśmiał się Mike i złapał mnie od tyłu.
- To tylko i wyłącznie przez te buty, bez nich byłabym o wiele szybsza - zaśmiałam się i obróciłam do niego przodem.
- Szalona Katniss - popatrzył mi w oczy i wyszczerzył zęby.
- Głupi Mike? - zaśmiałam się, ale po chwili spoważniałam i utopiłam się w jego czekoladowych oczach.
Nasze usta mało co by się nie zetknęły. Miało już dojść do pocałunku... kiedy Lucy nas rozdzieliła.
- Obrzydliwe... - skrzywiła twarz - co tam u ciebie słychać Katniss? - uśmiechnęła się w moją stronę.
- Okej, a u ciebie? - odwzajemniłam uśmiech.
- Czekam na Rebek'ę, bo ma się zaraz zjawić. Mogę poprosić cię na słówko?
- Mhm... pewnie, nagadaj jej o mnie głupot... - wtrącił się zdenerwowany Mike.
- Zamknij się. Rozmawialiśmy na ten temat... Z resztą nie ważne. Mam nadzieję, że pamiętasz co ci powiedziałam.
- Tak pamiętam... - powiedział już spokojny, a zarazem smutny.
- Heloł?! Ja tu jestem! Możecie mówić jaśniej? - tym razem ja się wtrąciłam.
- Chodzi o to, że nie zobaczysz mnie po tym wieczorze - powiedział Mike.
- Dlaczego?! Bo Lucy tak powiedziała? - powiedziałam wściekła i zarazem smutna.
- Tak.
- I ty się na to zgadzasz? - spojrzałam mu w oczy - A ty? czemu ci tak bardzo zależy, żebym się z nim nie widywała? Dlaczego mnie przed nim ostrzegałaś? Po co to wszystko?! A może jesteś zazdrosna?!  - Patrzyłam cały czas w oczy Lucy.
Na wiadomość, że mam już nie zobaczyć Mike zrobiło mi się bardzo smutno. A mój stosunek do Lucy się zmienił.
- Nie wiem czy zrozumiesz to wszystko, bo to dość skomplikowane - zaczęła Lucy.
- No to powiedz, przekonamy się - łza spłynęła mi po policzku.
- Katniss może nie dziś... Lucy wytłumaczy ci to kiedy indziej... jak mnie nie będzie, będzie ci łatwiej to zrozumieć - powiedział smutny Mike.
- O nie, nie, nie! Nie ma mowy! Ja chcę usłyszeć to jeszcze dziś! Najlepiej teraz.
- Możemy o tym porozmawiać... ale nie tu - powiedziała Lucy.
- Teraz?! Nie... - powiedział przestraszony Mike.
Wyszliśmy na zewnątrz za Lucy. Zaprowadziła nas za budynek i  zaczęliśmy dalej rozmowę.
- Zawarłam z Mike'iem umowę - powiedziała Lucy.
- Jaśniej... jaką?
- Nie zbliży się już do ciebie, w zamian za spokój w jego gronie z naszej strony.
- Naszej? Czyli czyjej? - spytałam zaciekawiona.
- Lucy no... proszę! - Odezwał się Mike.
- Niedługo się dowiesz... - oznajmiła tajemniczo Lucy.



                                                                          ♣♣♣



  7 kom - następny rozdział. Przepraszam za tak długą przerwę :/

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 3

Gdy zobaczyłam Mike'a, serce stanęło mi w gardle. Dzieliła nas tylko szyba, nogi mi się same uginały i cała się trzęsłam. Chyba nie można sobie wyobrazić jak byłam przestraszona. Jednak pokonałam strach i otworzyłam okno.
- Nawet się nie pożegnałaś... odeszłaś, tak po prostu, bez słowa. - powiedział Mike ze spuszczoną głową.
- Stwierdziłam, że nie musisz wiedzieć, że już wyjeżdżam, a po za tym to skąd wiedziałeś, gdzie teraz mieszkam?! - spytałam oburzona, a zarazem przerażona.
- Wiem bo słyszałem.
- Niby od kogo i gdzie?!
- U ciebie w domu - mówił z twarzą ciągle zwróconą w dół.
- Jesteś rąbnięty. Idź już lepiej i się nie pokazuj więcej - powoli zamykałam okno.
- Jak sobie życzysz, miłego pobytu - zaczął odchodzić.
- Mike! zaczekaj... - wyszłam na dach.
- Tak? - powiedział przez ramię.
- Dziękuję, i wzajemnie jak tutaj teraz mieszkasz - uśmiechnęłam się.
Nagle Mike znalazł się tuż przy mnie, stał bardzo blisko. Czułam na policzkach jego ciepły oddech, ale twarzy oczywiście nie, bo było już bardzo ciemno. Przytulił mnie, a później, pocałował... delikatnie a za razem namiętnie. Gdy trzymał mnie w ramionach, wyczułam nieziemski zapach jego perfum. Przyznam, że ten pocałunek i ciepły uścisk, bardzo mi się spodobał. Jego usta wydawały się takie delikatne, nie wiem dlaczego, ale nie mogłam się od nich oderwać. Wiem, jestem wariatką, bo całowałam się z facetem, którego twarzy nawet nie widziałam. Wiem tylko jak się nazywa i że przy nim przechodzą po mnie dreszcze, ale nie wiem czy są powodem radości z jego obecności, czy raczej strachem.
- Ja już lepiej pójdę... - powiedział.
- Za nim odejdziesz... odpowiedz mi na jedno pytanie. Dlaczego pojawiłeś się w moim życiu?  - spytałam zaciekawiona. - Nie jestem głupia. Wiem, że to nie przypadek, że się poznaliśmy.
- Przekonasz się. - powiedziawszy to zniknął w ciemności.
  Długo nie mogłam zasnąć, zastanawiając się co miał na myśli Mike, gdy powiedział : " Przekonasz się ", ale w końcu, nie wiedząc kiedy, zasnęłam.

  Obudziłam się jak zazwyczaj w wakacje o 11;00. Postanowiłam wyjść na świeże powietrze i pomyśleć w spokoju o tym, co wydarzyło się zeszłej nocy na dachu mojego domu.
 Idąc i rozmyślając o wczorajszym pocałunku, który zawrócił mi w głowie, potrąciłam kogoś. Podniosłam głowę i zobaczyłam rudowłosą dziewczynę.
- Przepraszam bardzo, nie chciałam - odparłam.
- Nie, to moja wina - powiedziała dziewczyna.
- Mieszkasz w tej okolicy?
- Tak. A ty jesteś nowa prawda?
- Skąd wiesz?
- Mieszkam tu wiele lat, więc wiem jak wyglądają tutejsi mieszkańcy. A ciebie nie kojarzę, więc tak stwierdzam.
- Dobre stwierdzenie. Jak masz na imię?
- Lucy Morgan, a ty?
- Katniss Corbet.
- Może cię oprowadzę po mieście? - zaproponowała dziewczyna.
- Nie dzięki może kiedy indziej.
- Nikogo tu nie znasz, proszę chodź.
- Ciebie też nie znam.
- Poznasz - uśmiechnęła się.
- No dobrze - uznałam że dzięki niej poznam chociaż trochę okolicy i przynajmniej zapomnę na chwilę o Mike'u.
   Lucy tłumaczyła mi gdzie kto mieszka i czy są tu jacyś fajni kolesie. Jak o tym mówiła zaczęłyśmy się śmiać. Dziewczyna wydaje się bardzo miła i zabawna. Ma 20 lat i bardzo dobrze mi się z nią rozmawia,jednak nie aż tak łatwo zdobyć moje zaufanie.
- Muszę już niestety lecieć, może jutro się spotkamy, co ty na to? - zaproponowała Lucy.
- Ok a o której?
- Najlepiej będzie jak dam Ci numer telefonu.
- Okej a tu masz mój - podyktowałam i zaczęłyśmy się żegnać.
- No to pa - dziewczyna zaczęła machać i odeszła.
- Cześć - odmachałam i udałam się do domu.
  Byłam zdziwiona że kogoś udało mi się poznać, tak przypadkowo, łatwo i szybko. Jakoś lepiej mi to poszło niż kiedykolwiek. Postanowiłam już wracać do domu, w którym czekała mnie niespodzianka, o której nie miałam pojęcia. Gdy już dotarłam, przywitałam się z rodzicami, wzięłam coś do picia i poszłam do siebie do pokoju. Jak otworzyłam drzwi zobaczyłam Mike, twarz Mike! Tak się zdziwiłam, że aż kubek wypadł mi z ręki i się rozbił.
- Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć - podszedł i zaczął zbierać rozbity kubek.
- Nie przestraszyłeś mnie - również zaczęłam zbierać kawałki kubka.
- Słuchaj to wczoraj... za to też przepraszam.Wiem, że postąpiłem głupio - spuścił twarz.
- Nie postąpiłeś głupio - spojrzałam na niego i wstałam.
- A jak postąpiłem? - wstał i popatrzył mi prosto w oczy.
- Dobrze - uśmiechnęłam się.
- Lucy mówiła coś o mnie?
- Skąd ją znasz i skąd wiesz, że z nią rozmawiałam?! - spytałam bardzo zszokowana.
- Widziałem was, bo byłyście niedaleko, Lucy to moja znajoma, jeżeli można w ogóle to tak nazwać.
- Nie, nic mi o tobie nie mówiła.
- Mam do ciebie pytanie.
- Tak?
- Pójdziesz ze mną na imprezę? - uśmiechną się.
- Co?! Jaka impreza? Gdzie? Kiedy? A po za tym... nie znam cie, wiec nie.
- Proszę cię. Jestem Mike Smith, mam 20 lat i cię lubię, mieszkam niedaleko od ciebie, a w Knoxvill mam rodzinę. Proszę, zgódź się.
- Dobrze, już dobrze, ale nie wiem czy rodzice mi pozwolą.
- Przekonamy ich.
- Przekonamy ich? MY?
- No tak - odpowiedział mi.
- A co to właściwie za impreza?
- Dyskoteka w jednym z lepszych klubów w Nowym Orleanie.
  Bardzo chcę iść z Mike'iem na tę dyskotekę, niestety nie mam co na siebie włożyć. Doszłam do wniosku, ze ja nawet nie wiem jak należy się ubierać na dyskoteki bo nigdy na żadnej nie byłam.
- Przepraszam Mike, ale jednak nie mogę z Tobą iść.
- Spokojnie, mam dla ciebie sukienkę - uśmiechną się serdecznie.
- Skąd wiedziałeś, że o to mi chodzi?
- Powiedzmy, że intuicja - zaśmiał się - muszę już lecieć, jutro do ciebie jeszcze wstąpię, do zobaczenia - wyszedł przez okno i odszedł.
Westchnęłam i usiadłam na biurku. Nagle dostałam sms'a " Hej wiesz może o super imprezie w jednym z klubów w mieście? Spotkajmy się jeszcze dziś, może o 16, co Ty na to, obgadałybyśmy to. Lucy ;) " Zgodziłam się na spotkanie. Z racji że była już godzina 15:15 zaczęłam się szykować. Zeszłam na dół zjeść obiad i poinformowałam rodziców że wychodzę.

- Hej Lucy, spotkamy się na imprezie - puściłam jej oczko.
- Witam. Skąd wiesz o dyskotece? Idziesz z kimś? - spytała.
- Mike'iem Smithem - uśmiechnęłam się szeroko.
- Co?! Nie możesz z nim iść. Skąd ty go w ogóle znasz?! - powiedziała, a w jej głowie było słychać zdenerwowanie.
- O co ci chodzi?! Dlaczego twierdzisz, że nie mogę z nim iść? - zapytałam oburzona.
- On nie jest dla ciebie odpowiedni. Powinnaś trzymać się od niego z daleka... - odparła i odeszła zostawiając mnie samą na środku chodnika.
  Chodziłam bez celu po mieście, zadając sobie pytanie: "Dlaczego Lucy powiedziała, żebym unikała Mike'a?", ale żadna odpowiedź nie przychodziła mi do głowy. Gdy wróciłam do domu, zaczęło się ściemniać. Byłam tak zmęczona, że od razu, po położeniu się do łóżka, zasnęłam.




♣♣♣