poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 6

- Jeszcze się nie zapoznałaś z tą okolicą. Wiele się dowiesz, ale w swoim czasie kochaniutka. Wiem, że wszystko wydaje ci się takie dziwne i tajemnicze. To prawda. Czeka cię naprawdę długie życie - mówił spokojnie Klaus. Wydawał się bardzo wyrozumiały.
 Mogłam go poznać już wczoraj. To on szedł za mną i to z nim rozmawiał Mike.
- Skąd znasz Mike'a? - spytałam zaciekawiona.
- To na razie nieistotne - uśmiechną się - Może zechciałabyś zapoznać się z moją rodziną, hmmm...? - Nagle zmienił temat.
- Znam cię zaledwie dzień, a ty już pytasz, czy chcę poznać twoją rodzinę... - zdziwiło mnie to. - Idę się czegoś napić, a wy sobie pogadajcie - puściłam oczko Lucy.
 Usiadłam przy barze i zamówiłam mocnego drinka. Popijając przypomniał mi się Mike, a przy tym przepowiednia... Klaus? Zupełnie nie jest w moim typie.W życiu bym nie powiedziała, że mamy być razem. Siedząc tak i popijając drinka zastanawiałam się dlaczego Klaus twierdzi, że czeka mnie długie życie. Postanowiłam wrócić na miejsce.
- I jak tam? - posłałam im serdeczny uśmiech.
- Dobrze - odpowiedziała Lucy.
Nagle zwróciłam całą uwagę na otwierające się drzwi. Do baru miał wchodzić Mike, lecz gdy tylko mnie zauważył, się odwrócił na pięcie i zrezygnował z wejścia. Widocznie moja obecność zmieniła mu plany. Zerwałam się z krzesła. Jednak poczułam, że ktoś chwycił moją rękę.
- Spokojnie. Siadaj - powiedział Klaus.
 Wyrwałam rękę z jego dłoni, rzuciłam srogie spojrzenie i wybiegłam z pomieszczenia. Chwilę rozglądałam się by zobaczyć, w którą stronę udał się Mike. Zobaczyłam, że przechodzi przez jezdnie, więc zaczęłam biec, by go dogonić. Wbiegłam na ulicę i mało co nie zostałabym potrącona z powodu mojej nieuwagi. Rozpędzone auto stanęło tuż przede mną. Oparłam się o maskę samochodu i wzięłam kilka głębokich wdechów, byłam w lekkim szoku. Mężczyzna w aucie popatrzył mi w oczy.  Zapamiętam jego twarz do końca życia. Miał jasne oczy, czarne włosy, jak na moje oko miał ok. 26 lat. Otrząsnęłam się i zeszłam z jezdni a samochód odjechał. Mike stał i obserwował co się dzieje. Wydawało mi się nawet, że się o mnie bał. Chciałam wykorzystać to, że przystaną i do niego podbiec, lecz zorientował się i odszedł szybkim krokiem. Ku mojemu zdziwieniu w pewnym momencie zatrzymał się koło kawiarenki.
- Słuchaj, lepiej żebyśmy nie rozmawiali - zaczął Mike i schował się za kawiarenką.
- Chce tylko wyjaśnienia - podeszłam do niego.
- Jakiego? - spytał Mike.
- Dlaczego wyszedłeś z baru jak tylko mnie zobaczyłeś?
- Poprawka... Jak zobaczyłem twoje towarzystwo. Otóż, dlatego, że ja i Klaus darzymy się nienawiścią. Już wytłumaczone, a teraz wracaj do nich - lekko się uśmiechną.
- Nie - odpowiedziałam stanowczo.
- Mike nie musisz się chować! Wyjdź i porozmawiaj ze mną, jak mężczyzna z mężczyzną! - Srogim tonem wykrzykną stojący niedaleko Klaus.
 Mike przyłożył palec do ust, by oznajmić mi, żebym była cicho. Złapał mnie za rękę i starał się zaprowadzić daleko od Klausa.
- Słuchaj Klaus to dziwny typ... - wyszeptał.
- To wszystko jest dziwne. Wyjaśnisz mi w ogolę dlaczego zjawiłeś się u mnie w pokoju i dlaczego chciałeś mnie poznać?
- Słuchaj... Od pewnego czasu, jeszcze w czasie roku szkolnego, obserwowałem cię. Miałem znajomości i wiem co nieco. Chciałem, żebyś mnie po prostu dobrze zapamiętała, ale chyba mnie tak nie zapamiętasz.
 Popatrzyłam mu w oczy - Zapamiętam. - wyszeptałam ledwo słyszalnym głosem.
- Chciałem jeszcze, byś coś wiedziała. Chyba nadszedł już czas byś wiedziała, co się dzieje wokół ciebie. Głupio to zabrzmi i  wiem, że mnie wyśmiejesz - Zaśmiał się.
- Nie wyśmieję.
- Ok. A więc... - nie zdążył nic powiedzieć, bo zza rogu wyszedł Klaus.
- O tu jesteście... Możemy porozmawiać na osobności Mike? - zapytał zdenerwowany Klaus.
 Strasznie się przestraszyłam jak go zobaczyłam. Widziałam też lekki strach w oczach Mike'a. Postanowiłam sprzeciwić się Klausowi.
- Nie porozmawiacie na osobności. - powiedziałam stanowczo. - Wreszcie należą mi się wyjaśnienia. Patrzyłam, to na jednego, to na drugiego.
- Idź lepiej do Lucy, bo zapowiada się ciekawe przedstawienie. - Mike i Klaus zaczęli krążyć tak, jakby mieli się zaraz mieli się na siebie rzucić, nie spuszczając z siebie oczu.
  Nagle wielu ludzi zeszło się wokół nas. Jak zwykle nie miałam pojęcia o co chodzi. To robiło się coraz bardziej dziwne. Gdy spojrzałam na Mike'a widziałam, że w jego oczach rodzi się prawdziwy i potężny gniew. Jego oczy przybrały dziwny kolor, który z daleka wydał mi się żółty. Wystraszyłam się. Co dziwne, oczy Klausa również zmieniły kolor. Małymi krokami zbliżył się do Mike'a, a na jego twarzy gościł szyderczy uśmiech. Mimo tego, że się bałam, weszłam pomiędzy nich, oddzielając ich od siebie nawzajem. Wtedy obaj skierowali na mnie gniewne spojrzenie ich, jakże dziwnych oczu.
- Przestańcie! - Postanowiłam ratować sytuację.
- Ej ludzie słyszeliście? Stop! Nie możecie zwracać na siebie takiej uwagi. - mówiła Lucy, idąc spokojnym krokiem.
- Moje drogie panie... Przedstawienie dopiero się zaczyna! - mówiąc to, Klaus odsunął mnie od Mike'a i z niewiarygodną siłą cisną go na ścianę budynku znajdującego się na przeciwko.





♣♣♣

10 kom. = kolejny rozdział ;)


czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 5

- Niedługo, niedługo, niedługo... a może ja chcę się dowiedzieć teraz?! - spytałam wciąż wściekła.
- Dowiesz się... ale nie dziś - oznajmił Mike.
- Zejdźcie mi z oczu... - odwróciłam się od nich i kierowałam się w stronę domu.
- Zaczekaj! Odwiozę cię! - krzykną Mike.
- Nie chce. Jesteś zwyczajnym dupkiem.
- Ulice nocą są niebezpieczne! Katniss... proszę - popatrzył na mnie.
- Mówiłam, że nie chcę. Głuchy jesteś? - zaczęłam iść.
- No proszę... Dla mnie...
- Wiesz... teraz tak myślę, byłam mega naiwna, zgadzając się iść z tobą na tę imprezę i że w ogóle z tobą rozmawiałam.
- Teraz nawet nie wiesz, co mówisz.
- Ależ owszem, wiem, a ty nie masz tu nic do gadania - pokazałam mu środkowy palec i zaczęłam iść dalej.To fakt, jeszcze nie znam dobrze dróg Nowego Orleanu, a tym bardziej nocą... Ale wolałam iść na piechotę, niż z Mike lub Lucy.
    Idąc odwróciłam się i zobaczyłam w oddali mężczyznę, którego z góry oświetlała lampa. Przestraszyłam się. Nie ruszał się i tylko stał tak sam, patrząc na mnie. Postanowiłam przyśpieszyć tępo. Odwracając się zobaczyłam, że idzie za mną, więc zaczęłam biec. Z przerażenia oglądnęłam się by zobaczyć czy biegnie za mną, na szczęście nie było go. Odwracając głowę do przodu zobaczył, że mężczyzna stoi prze de mną. Na jego widok poczułam minimalny strach, gdyż głównie czułam gniew.
- Witaj.
- Następny nieznajomy spada z nieba. Daj mi święty spokój i nie strasz mnie palancie - ominęłam go i zaczęłam iść dalej.
- Co się stało?
- Co cię to niby obchodzi?
- Nie unoś się panienko. Po prostu jestem ciekaw.
  Nagle zobaczyłam auto hamujące z piskiem opon, w którym siedział Mike.
- Katniss do samochodu! - wykrzykną Mike i trzasną mocno drzwiami - Zostaw ją, zrozumiano? Bo będziesz miał do czynienia ze mną - groził mężczyźnie Mike.
- Chciałem się tylko z nią zapoznać, bo wiesz przecież, jak jest nam pisane... A poza tym wiedz, że to ja mam nad tobą przewagę chłopcze i to ja decyduję o bezpieczeństwie w twoim rejonie... Zapamiętaj to sobie - odpowiedział mężczyzna.
  Nie wiedziałam skąd oni się mogą znać, ani kto to jest. Ale wiedziałam, że ten facet ma wspaniały głos, który mnie uspokajał.
  Po wymianie słów zdenerwowany Mike wsiadł do wozu. Nie odzywał się do mnie przez całą drogę, jedynie to, co do mnie powiedział to to, żebym wsiadła do auta. On nic nie mówił, a ja o nic nie pytałam, bo wiedziałam, że nie uzyskam odpowiedzi. Zastanawiałam się czy jest wkurzony na mnie, czy na tego nieznajomego, wolałam nawet nie pytać. Gdy zgasił silnik pod moim domem, patrząc przed siebie zaczął mówić...
- Wiesz co? Jestem na ciebie zły, bo mnie nie posłuchałaś.
- Cieszę się. Jakbyś nie wiedział, ja na ciebie też jestem wkurzona, ale to tak tylko dla przypomnienia - powiedziałam i wysiadłam z wozu.
- Czekaj! - podbiegł do mnie i złapał za rękę.
- Czego chcesz?! - odwróciłam się, a Mike mnie pocałował.
 Odepchnęłam go. Miałam zamiar dać mu z liścia, ale się powstrzymałam. Nic nie mówiąc, weszłam do domu i trzasnęłam mocno drzwiami. Miałam nadzieję, że dzięki temu zrozumie, że nadal jestem zła i że głupi pocałunek tego nie zmieni. Nie chce już go wiedzieć na oczy, okłamywał mnie od początku.
 W domu było cicho. Myślałam, że rodzice będą na mnie czekać lub się o mnie martwić, gdzie tyle jestem, a tu jednak cisza. Byłam tym bardzo zdziwiona i lekko zszokowana. Odłożyłam tę sprawę na bok i poszłam się wykąpać. Gdy wróciłam, położyłam się na łóżku i bez żadnych namysłów zasnęłam.
  Rano obudził mnie telefon od Lucy. Nie chciałam odbierać, ale zżerała mnie ciekawość. czego ode mnie chce.
- Czego?
- Już przestań... Nie bądź na mnie wściekła, proszę.
- No dobrze - oczywiście, że kłamałam - W jakiej sprawie dzwonisz?
- Chciałabym cię zapoznać z pewną osobą - mówiła nie za bardzo szczęśliwa.
- Z Rebeką? Jakoś nie mam nastroju.
- Nie... z facetem - wyczuwałam, że się uśmiecha, ale nie jest szczęśliwa, że mam go poznać.
- Dlaczego chcesz żebym go poznała? Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że ty tego nie chcesz...
- Chce, chce... tylko mam skrytą nadzieje, że to nie wypali - zachichotała i od razu spoważniała, można by w sumie stwierdzić, że się załamała.
- "to nie wypali?" Spotkanie?... Przyznaj, lubisz go trochę, co nie?
- Spotkanie wypali na pewno - zaśmiała się. - Gorzej z przyszłością. A co do tego faceta, to lubię go, nawet za bardzo. Domyśliłaś się tylko Ty. Rebekha to jego siostra, wole więc jej nie mówić, ani o niego nie pytać.
- Hahahaha, rozumiem - złość powoli mi przechodziła. - Moment, moment... z jaką przyszłością ty mi tu wyskakujesz? - skamieniałam. bo nie wiedziałam o co chodzi.
- Spotkamy się? Postaram się ci wytłumaczyć.
- Oczywiście, tylko gdzie i o której? - wstałam z łóżka i mało co, bym się przewróciła przez moje rzeczy, które wczoraj zostawiłam na podłodze przez zmęczenie.
- No szybko, szybko! Za 10 minut będę pod twoim domem - zaśmiała się - Do zobaczenia.
 Rozłączyłam się i zaczęłam się szybko zbierać, przewróciłam się parę razy, jedząc śniadanie ubrudziłam bluzkę, idąc do pokoju przewróciłam się na schodach - innymi słowy zapowiada się pechowy dzień.
   Zanim się obejrzałam, Lucy stała już pod domem. Z racji, że rodzice jeszcze spali, zostawiłam im karteczkę i wyszłam.
 Ku mojemu zaskoczeniu Lucy jak mnie zobaczyła podbiegła do mnie, przytuliła i zaczęła przepraszać. Wtedy moja złość odeszła, może to głupie, ale tak bardzo chciałam ją zeswatać z tym kolesiem, który się jej podoba, a którego miałam zaraz poznać. Gdy zaczęłyśmy spacerować, ja zapytałam...
- Więc dokąd mnie prowadzisz? - zaśmiałam się.
- do Rousseaus'u to taki bar gdzie ma już na nas czekać mój znajomy - uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Ciekawa jestem, jak to będzie - zaśmiałyśmy się obie.
 Rozmawiałyśmy tak jeszcze chwile, aż doszłyśmy do baru. Lucy powiedziała, że w pomieszczeniu nie ma tego, który miał na nas czekać. Usiadłyśmy więc przy stoliku i wyjaśniła mi o co chodzi. Opowiedziała mi o 'przepowiedni', która mówi, że mam być w przyszłości z tym mężczyzną, którego właśnie mam poznać. Powiedziała też, że czeka mnie coś wielkiego, ale nie chciała wyjawić, co to takiego. Jej słowa mnie zszokowały i pomyślałam, że to co mówi Lucy jest niedorzeczne i właśnie chciałam jej to powiedzieć, ale do baru wszedł mężczyzna i podszedł do naszego stolika.
- Witam drogie panie - uśmiechną się, a Lucy odwzajemniła uśmiech. Jak tylko się odezwał rozpoznałam jego głos...
- Witamy i my - przywitała go Lucy.
- Nazywam się Klaus Mikaelson - wyciągną dłoń w moją stronę.
- Katniss Corbet - podałam mu rękę, a on ją ucałował, co mnie zaskoczyło i lekko zawstydziło, lecz próbowałam zachować spokój.
- Miło cię w końcu poznać, ale dziwne uczucie, jeżeli widzisz osobę, z którą jest ci pisane być.
- Mi również miło cię poznać, ale ta cała 'przepowiednia' to jakiś absurd...


                                                                       

                                                                 ♣♣♣

                                                                         
10 kom. = nowy rozdział  :)

czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 4

    Gdy się obudziłam oczom nie wierzyłam. Zaczęłam piszczeć.
- Co ty tu robisz?! - spytałam przestraszona.
- Leże? Nie widać? - uśmiechną się wrednie Mike.
- Wynocha!!! Nie rozumiem w jaki sposób tutaj wszedłeś, w jaki sposób się tu znalazłeś. Zechcesz mi powiedzieć? - spytałam zaciekawiona.
- Magia - zaczął się śmiać.
- Wynoś się stąd! - wstałam na równe nogi z łóżka i pokazałam na okno.
- Spokojnie! - schował się pod łóżko.
- Co się dzieje? Słychać cię aż na dole - do pokoje weszła mama.
- O dzień dobry - uśmiechnęłam się - śpiewałam - zaczęłam się śmiać.
- Oj fałszujesz - zaśmiała się i wyszła.
- Mówiłem, żebyś była cicho - mówił Mike spod łóżka.
- Wyjdź bo narobię sobie i tobie kłopotów.
- Jutro o 15 po ciebie wpadnę, do zobaczenia - poinformował mnie z uśmiechem na twarzy.
- Nie jestem pewna czy z tobą pójdę.
- Jak to? - spytał a uśmiech znikł z jego twarzy.
- Tak to. Lucy ostrzegała mnie przed tobą.
- Ile ją znasz?! - spytał bardzo zdenerwowany.
- A ile znam ciebie?! - spytałam równie oburzona jak on.
- Na pewno dłużej. A po za tym Lucy mnie nie lubi i tyle - odpowiedział już spokojny.
- Doprawdy, zabawne. Wyjdź już proszę - wskazałam na okno.
- Już wychodzę na twoje właśnie życzenie - wyszedł przez okno i znikł z mojego pola widzenia.
   Miałam dzisiaj w planach spotkanie z Lucy. Miałam zamiar dowiedzieć się co miała na myśli mówiąc o Mike'u.
 Zeszłam na dół, przywitałam się z rodzicami i zjadłam śniadanie. Siedząc w kuchni zobaczyłam, że dostałam wiadomość od Lucy. "Przepraszam za wczoraj. Dzisiaj ci to wszystko wytłumaczę tylko się ze mną spotkaj, proszę" Zabawne. Przecież ja sama na to czekałam. Umówiłyśmy się na godzinę 14:00, zastanawiałam się co mogę zrobić, by czas szybciej mi miną.Wyszłam na pole, usiadłam na huśtawce i włączyłam piosenkę http://youtu.be/LqI78S14Wgg , zamknęłam oczy i zaczęłam się zastanawiać nad Mike'iem. Z zadumy obudził mnie dotyk czyjejś ręki na moim ramieniu.
- Przepraszam, że tak niespodziewanie - powiedział nikt inny, tylko Mike.
- A to ci dopiero niespodzianka. - powiedziałam z nutką lekkiego sarkazmu w głosie. - Czy ty nie masz jakichś innych zajęć, tylko ciągle pojawiasz się w moim otoczeniu?!
- To skomplikowane. Przepraszam.
- Po co ty tu w ogóle jesteś?
- Chciałem ci wyjaśnić.
- Nie chce - nie dopuszczając go do słowa wstałam i weszłam do domu. Widziałam przez okno jak Mike  rzuca kamieniami i je kopie. Najpierw chciałam usłyszeć wersje Lucky, a później Mike'a. Albo w ogóle nie chce go słuchać.
- A co to za nieznajomy był u nas na podwórku? - spytał tata.
- Chyba znajomy, albo nieznajomy znany od dawna. Sama już nie wiem.
- Skomplikowana odpowiedź. - stwierdził tata.
- Tato... wszystko jest skomplikowane.
 Po tych słowach udałam się do swojego pokoju. Na łóżku czekała na mnie kolejna niespodzianka. Pudełko a koło niego karteczka, na której widniały takie słowa: " Przepraszam Cię, na prawdę, mam nadzieję, że prezent będzie dobrze leżał i że mi wybaczysz. Pójdziesz ze mną na imprezę? Jak zadecydujesz, że nie. Zrozumiem to. Mike. " Po przeczytaniu stwierdziłam, że tego nie wezmę i oddam mu to lepiej przy pierwszej lepszej okazji. Gdy spojrzałam na zegarek była już godzina 13:45 więc zaczęłam się zbierać szybko na spotkanie z Lucy. Nasze spotkanie miało się odbyć przed opuszczonym domem, niedaleko miejsca, w którym mieszkam. Czekałam, czekałam i czekałam, ale Lucy się nie pojawiała. Postanowiłam już wracać do domu, gdy nagle przybiegła Lucy.
- Bardzo przepraszam za spóźnienie - mówiła smutna Lucy.
- Już myślałam, że masz mnie daleko gdzieś...
- Kurczę, jeszcze raz bardzo przepraszam. Zagadałam się z Mike'iem - Zaczęła mi się tłumaczyć.
- Wspominał mi, że za sobą nie przepadacie.
- Bo to prawda - potwierdziła Lucy. - Co chcesz wiedzieć?
- Skąd znasz Mike'a i kim on jest. Jeśli oczywiście mogę wiedzieć.
- Nie jestem jakoś zaskoczona tym, o co pytasz - zaśmiała się. - Ok, więc Mike Smith ma 21 lat. Jak już pewnie zauważyłaś zabujał się w tobie. Jest uczuciowy, ale jest też niekiedy bardzo wkurzony, na wszystkich! Bez wyjątku!
- Ma aż takie humorki? - zachichotałam.
- Można w sumie tak to ująć.
- Okej, a ty? Kim jesteś? Jeśli wolno spytać.
- Jestem Lucy Morgan, mam 21 lat, kiedyś byłam bardzo zżyta z Mike'iem, ale coś się popsuło. Jestem wredna i zadziorna, więc nie mam wielu dobrych znajomych. Chodząc tak bez celu natrafiłam na ciebie. Jutro na tej dyskotece będzie moja najlepsza koleżanka. Z chęcią weźmiemy cię ze sobą - uśmiechnęła się Lucky.
- Wiesz... zastanawiam się czy iść z Mike, może z nim pójdę, żeby nie czół się urażony.
- Chodź ze mną i Rebekh'ą
- Rebekh'ą? - spytałam zdziwiona.
- Tak, tak nazywa się moja najlepsza koleżanka. No chodź z nami, będzie fajnie.
- Nie... pójdę jednak z Mike, ale będąc z nim, przecież zobaczę się także z wami, spokojnie.
- Zobaczymy... Chcesz jeszcze coś wiedzieć?
- Wiem, że to prywatne, ale co się stało, że już nie jesteście przyjaciółmi? - spytałam zaciekawiona.
- Nie byliśmy przyjaciółmi, tylko parą. Niedługo się przekonasz, no ale niech ci będzie, powiem w skrócie. A więc byłam sobie ja i był sobie Mike. Po pewnym czasie ja się zmieniłam i on. Po prostu tak wyszło, nasi znajomi od lat byli wrogami. Więc nagle my się nimi dla siebie staliśmy i zapomnieliśmy co nas łączyło. Koniec bajki.
- Wrogami?
- Nie za dużo chcesz wiedzieć panienko? - zaśmiała się Lucky.
- Przepraszam. A ty może chcesz coś wiedzieć o mnie?
- No w sumie nic nie zaszkodzi, opowiadaj.
- Nazywam się Katniss Corbet, mój trudny charakter nie ułatwia mi szukania nowych znajomości. Mam 18 lat, dawniej mieszkałam w Knoxville, a przeprowadziłam się tu, by zacząć wszystko od nowa. By się zmienić, ale jak na razie nic się nie zmieniło, oprócz tego, że udało mi się kogoś poznać.
- Ciekawe. Jeszcze dużo czasu przed tobą i wiele do odkrycia.
- Jak to mówią, pożyjemy zobaczymy.
Chwile jeszcze rozmawiałyśmy o zainteresowaniach i wróciłam do domu.
  Popołudnie minęło spokojnie, jedynie cały dzień rozmyślałam o tym, co mówiła Lucky o Mike'u i o całym nim. Dlaczego go spotkałam? Po co on mnie spotkał?! Dziwne to.
      Następnego dnia rano nie widziałam Mike'a, mijały godziny, a on się nie pojawiał. Gdy była już 14:40 byłam ubrana i wyczekiwałam go, ale on się ciągle nie pojawiał. Powoli zaczęłam wątpić, że w ogóle przyjdzie. Było już dziesięć po czternastej, postanowiłam się przebrać, bo totalnie zwątpiłam. Gdy ściągnęłam sukienkę, w moim pokoju pojawił się ni stąd ni zowąd... Mike.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - zasuną oczy ręką i szybko się odwrócił.
- Ej! - szybko ubrałam sukienkę z powrotem.
- Myślałem, że nie chcesz ze mną iść.
- Jednak chcę - uśmiechnęłam się.
- Wyglądasz olśniewająco w tej sukience - odwrócił się a oczy zabłysły mu jak gwiazdy.
- To dzięki tobie - zaśmiałam się.
Poinformowałam rodziców, że wychodzę i udałam się z Mike'iem  na imprezę. To dziwne, ale będąc koło niego czułam się bezpiecznie. Pod domem stał czarny chevrolet chevelle rocznik '69, do którego wsiedliśmy i pojechaliśmy na imprezę.
  W lokalu było dużo kolorowych świateł, ale i tak było ciemno. Usiedliśmy koło barku i zamówiliśmy  drinki.
- Tak właściwie po co mnie zaprosiłeś? Przecież się nie znamy.
- No właśnie, chce cię poznać - uśmiechną się i wypił całego drinka.
- I ja z chęcią poznam ciebie. Dowiem się też czego o de mnie chcesz - zaśmiałam się i również wypiłam całego drinka.
- Jak na razie chcę z tobą zatańczyć moja droga. Uczynisz mi ten zaszczyt? - spytał i podał mi dłoń.
- Tobie? Oczywiście - zachichotałam.
Poszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć do jezzowej muzyki. Tańczyliśmy bardzo długo, powoli zaczynały mnie boleć nogi.
- Wiesz... naprawdę wyglądasz olśniewająco - popatrzył mi w oczy.
- Nie kłam, bo tak nie wolno! - walnęłam jego lekko w klatkę piersiową i się zaśmiałam.
- Ej, ej! Tylko zero przemocy - uśmiechnął się.
- Wiesz co? Olśniewająco wyglądasz - zaśmiałam się.
- Kłamczucha! - zaczął mnie gonić po całej sali.
Zachowywaliśmy się jak małe dzieci... dosłownie. W pewnym momencie opadłam z sił i nie mogłam już biec, do tego w wysokich butach.
- Mam cię! - zaśmiał się Mike i złapał mnie od tyłu.
- To tylko i wyłącznie przez te buty, bez nich byłabym o wiele szybsza - zaśmiałam się i obróciłam do niego przodem.
- Szalona Katniss - popatrzył mi w oczy i wyszczerzył zęby.
- Głupi Mike? - zaśmiałam się, ale po chwili spoważniałam i utopiłam się w jego czekoladowych oczach.
Nasze usta mało co by się nie zetknęły. Miało już dojść do pocałunku... kiedy Lucy nas rozdzieliła.
- Obrzydliwe... - skrzywiła twarz - co tam u ciebie słychać Katniss? - uśmiechnęła się w moją stronę.
- Okej, a u ciebie? - odwzajemniłam uśmiech.
- Czekam na Rebek'ę, bo ma się zaraz zjawić. Mogę poprosić cię na słówko?
- Mhm... pewnie, nagadaj jej o mnie głupot... - wtrącił się zdenerwowany Mike.
- Zamknij się. Rozmawialiśmy na ten temat... Z resztą nie ważne. Mam nadzieję, że pamiętasz co ci powiedziałam.
- Tak pamiętam... - powiedział już spokojny, a zarazem smutny.
- Heloł?! Ja tu jestem! Możecie mówić jaśniej? - tym razem ja się wtrąciłam.
- Chodzi o to, że nie zobaczysz mnie po tym wieczorze - powiedział Mike.
- Dlaczego?! Bo Lucy tak powiedziała? - powiedziałam wściekła i zarazem smutna.
- Tak.
- I ty się na to zgadzasz? - spojrzałam mu w oczy - A ty? czemu ci tak bardzo zależy, żebym się z nim nie widywała? Dlaczego mnie przed nim ostrzegałaś? Po co to wszystko?! A może jesteś zazdrosna?!  - Patrzyłam cały czas w oczy Lucy.
Na wiadomość, że mam już nie zobaczyć Mike zrobiło mi się bardzo smutno. A mój stosunek do Lucy się zmienił.
- Nie wiem czy zrozumiesz to wszystko, bo to dość skomplikowane - zaczęła Lucy.
- No to powiedz, przekonamy się - łza spłynęła mi po policzku.
- Katniss może nie dziś... Lucy wytłumaczy ci to kiedy indziej... jak mnie nie będzie, będzie ci łatwiej to zrozumieć - powiedział smutny Mike.
- O nie, nie, nie! Nie ma mowy! Ja chcę usłyszeć to jeszcze dziś! Najlepiej teraz.
- Możemy o tym porozmawiać... ale nie tu - powiedziała Lucy.
- Teraz?! Nie... - powiedział przestraszony Mike.
Wyszliśmy na zewnątrz za Lucy. Zaprowadziła nas za budynek i  zaczęliśmy dalej rozmowę.
- Zawarłam z Mike'iem umowę - powiedziała Lucy.
- Jaśniej... jaką?
- Nie zbliży się już do ciebie, w zamian za spokój w jego gronie z naszej strony.
- Naszej? Czyli czyjej? - spytałam zaciekawiona.
- Lucy no... proszę! - Odezwał się Mike.
- Niedługo się dowiesz... - oznajmiła tajemniczo Lucy.



                                                                          ♣♣♣



  7 kom - następny rozdział. Przepraszam za tak długą przerwę :/

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 3

Gdy zobaczyłam Mike'a, serce stanęło mi w gardle. Dzieliła nas tylko szyba, nogi mi się same uginały i cała się trzęsłam. Chyba nie można sobie wyobrazić jak byłam przestraszona. Jednak pokonałam strach i otworzyłam okno.
- Nawet się nie pożegnałaś... odeszłaś, tak po prostu, bez słowa. - powiedział Mike ze spuszczoną głową.
- Stwierdziłam, że nie musisz wiedzieć, że już wyjeżdżam, a po za tym to skąd wiedziałeś, gdzie teraz mieszkam?! - spytałam oburzona, a zarazem przerażona.
- Wiem bo słyszałem.
- Niby od kogo i gdzie?!
- U ciebie w domu - mówił z twarzą ciągle zwróconą w dół.
- Jesteś rąbnięty. Idź już lepiej i się nie pokazuj więcej - powoli zamykałam okno.
- Jak sobie życzysz, miłego pobytu - zaczął odchodzić.
- Mike! zaczekaj... - wyszłam na dach.
- Tak? - powiedział przez ramię.
- Dziękuję, i wzajemnie jak tutaj teraz mieszkasz - uśmiechnęłam się.
Nagle Mike znalazł się tuż przy mnie, stał bardzo blisko. Czułam na policzkach jego ciepły oddech, ale twarzy oczywiście nie, bo było już bardzo ciemno. Przytulił mnie, a później, pocałował... delikatnie a za razem namiętnie. Gdy trzymał mnie w ramionach, wyczułam nieziemski zapach jego perfum. Przyznam, że ten pocałunek i ciepły uścisk, bardzo mi się spodobał. Jego usta wydawały się takie delikatne, nie wiem dlaczego, ale nie mogłam się od nich oderwać. Wiem, jestem wariatką, bo całowałam się z facetem, którego twarzy nawet nie widziałam. Wiem tylko jak się nazywa i że przy nim przechodzą po mnie dreszcze, ale nie wiem czy są powodem radości z jego obecności, czy raczej strachem.
- Ja już lepiej pójdę... - powiedział.
- Za nim odejdziesz... odpowiedz mi na jedno pytanie. Dlaczego pojawiłeś się w moim życiu?  - spytałam zaciekawiona. - Nie jestem głupia. Wiem, że to nie przypadek, że się poznaliśmy.
- Przekonasz się. - powiedziawszy to zniknął w ciemności.
  Długo nie mogłam zasnąć, zastanawiając się co miał na myśli Mike, gdy powiedział : " Przekonasz się ", ale w końcu, nie wiedząc kiedy, zasnęłam.

  Obudziłam się jak zazwyczaj w wakacje o 11;00. Postanowiłam wyjść na świeże powietrze i pomyśleć w spokoju o tym, co wydarzyło się zeszłej nocy na dachu mojego domu.
 Idąc i rozmyślając o wczorajszym pocałunku, który zawrócił mi w głowie, potrąciłam kogoś. Podniosłam głowę i zobaczyłam rudowłosą dziewczynę.
- Przepraszam bardzo, nie chciałam - odparłam.
- Nie, to moja wina - powiedziała dziewczyna.
- Mieszkasz w tej okolicy?
- Tak. A ty jesteś nowa prawda?
- Skąd wiesz?
- Mieszkam tu wiele lat, więc wiem jak wyglądają tutejsi mieszkańcy. A ciebie nie kojarzę, więc tak stwierdzam.
- Dobre stwierdzenie. Jak masz na imię?
- Lucy Morgan, a ty?
- Katniss Corbet.
- Może cię oprowadzę po mieście? - zaproponowała dziewczyna.
- Nie dzięki może kiedy indziej.
- Nikogo tu nie znasz, proszę chodź.
- Ciebie też nie znam.
- Poznasz - uśmiechnęła się.
- No dobrze - uznałam że dzięki niej poznam chociaż trochę okolicy i przynajmniej zapomnę na chwilę o Mike'u.
   Lucy tłumaczyła mi gdzie kto mieszka i czy są tu jacyś fajni kolesie. Jak o tym mówiła zaczęłyśmy się śmiać. Dziewczyna wydaje się bardzo miła i zabawna. Ma 20 lat i bardzo dobrze mi się z nią rozmawia,jednak nie aż tak łatwo zdobyć moje zaufanie.
- Muszę już niestety lecieć, może jutro się spotkamy, co ty na to? - zaproponowała Lucy.
- Ok a o której?
- Najlepiej będzie jak dam Ci numer telefonu.
- Okej a tu masz mój - podyktowałam i zaczęłyśmy się żegnać.
- No to pa - dziewczyna zaczęła machać i odeszła.
- Cześć - odmachałam i udałam się do domu.
  Byłam zdziwiona że kogoś udało mi się poznać, tak przypadkowo, łatwo i szybko. Jakoś lepiej mi to poszło niż kiedykolwiek. Postanowiłam już wracać do domu, w którym czekała mnie niespodzianka, o której nie miałam pojęcia. Gdy już dotarłam, przywitałam się z rodzicami, wzięłam coś do picia i poszłam do siebie do pokoju. Jak otworzyłam drzwi zobaczyłam Mike, twarz Mike! Tak się zdziwiłam, że aż kubek wypadł mi z ręki i się rozbił.
- Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć - podszedł i zaczął zbierać rozbity kubek.
- Nie przestraszyłeś mnie - również zaczęłam zbierać kawałki kubka.
- Słuchaj to wczoraj... za to też przepraszam.Wiem, że postąpiłem głupio - spuścił twarz.
- Nie postąpiłeś głupio - spojrzałam na niego i wstałam.
- A jak postąpiłem? - wstał i popatrzył mi prosto w oczy.
- Dobrze - uśmiechnęłam się.
- Lucy mówiła coś o mnie?
- Skąd ją znasz i skąd wiesz, że z nią rozmawiałam?! - spytałam bardzo zszokowana.
- Widziałem was, bo byłyście niedaleko, Lucy to moja znajoma, jeżeli można w ogóle to tak nazwać.
- Nie, nic mi o tobie nie mówiła.
- Mam do ciebie pytanie.
- Tak?
- Pójdziesz ze mną na imprezę? - uśmiechną się.
- Co?! Jaka impreza? Gdzie? Kiedy? A po za tym... nie znam cie, wiec nie.
- Proszę cię. Jestem Mike Smith, mam 20 lat i cię lubię, mieszkam niedaleko od ciebie, a w Knoxvill mam rodzinę. Proszę, zgódź się.
- Dobrze, już dobrze, ale nie wiem czy rodzice mi pozwolą.
- Przekonamy ich.
- Przekonamy ich? MY?
- No tak - odpowiedział mi.
- A co to właściwie za impreza?
- Dyskoteka w jednym z lepszych klubów w Nowym Orleanie.
  Bardzo chcę iść z Mike'iem na tę dyskotekę, niestety nie mam co na siebie włożyć. Doszłam do wniosku, ze ja nawet nie wiem jak należy się ubierać na dyskoteki bo nigdy na żadnej nie byłam.
- Przepraszam Mike, ale jednak nie mogę z Tobą iść.
- Spokojnie, mam dla ciebie sukienkę - uśmiechną się serdecznie.
- Skąd wiedziałeś, że o to mi chodzi?
- Powiedzmy, że intuicja - zaśmiał się - muszę już lecieć, jutro do ciebie jeszcze wstąpię, do zobaczenia - wyszedł przez okno i odszedł.
Westchnęłam i usiadłam na biurku. Nagle dostałam sms'a " Hej wiesz może o super imprezie w jednym z klubów w mieście? Spotkajmy się jeszcze dziś, może o 16, co Ty na to, obgadałybyśmy to. Lucy ;) " Zgodziłam się na spotkanie. Z racji że była już godzina 15:15 zaczęłam się szykować. Zeszłam na dół zjeść obiad i poinformowałam rodziców że wychodzę.

- Hej Lucy, spotkamy się na imprezie - puściłam jej oczko.
- Witam. Skąd wiesz o dyskotece? Idziesz z kimś? - spytała.
- Mike'iem Smithem - uśmiechnęłam się szeroko.
- Co?! Nie możesz z nim iść. Skąd ty go w ogóle znasz?! - powiedziała, a w jej głowie było słychać zdenerwowanie.
- O co ci chodzi?! Dlaczego twierdzisz, że nie mogę z nim iść? - zapytałam oburzona.
- On nie jest dla ciebie odpowiedni. Powinnaś trzymać się od niego z daleka... - odparła i odeszła zostawiając mnie samą na środku chodnika.
  Chodziłam bez celu po mieście, zadając sobie pytanie: "Dlaczego Lucy powiedziała, żebym unikała Mike'a?", ale żadna odpowiedź nie przychodziła mi do głowy. Gdy wróciłam do domu, zaczęło się ściemniać. Byłam tak zmęczona, że od razu, po położeniu się do łóżka, zasnęłam.




♣♣♣


środa, 19 lutego 2014

Rozdział 2

- Fajna jesteś - było jedynie widać jego bielutkie zęby i śmiejące się wargi, gdyż reszta jego twarzy znajdowała się w cieniu kaptura.
- Cieszy mnie to, ze tak uważasz, ale tak szczerze, to bardzo by mnie ucieszyło, jakbyś z łaski swojej się stąd wyniósł - uśmiechnęłam się wrednie.
- Ojj... nie ładnie ze strony panienki
- Zamknij się i wynocha - mówiłam to cały czas patrząc daleko w ciemną przestrzeń.
- Specjalnie dla ciebie odejdę i będę cały czas na ciebie patrzył z ukrycia - tym razem on uśmiechną się wrednie i z prędkością światła znalazł się na drzewie, ok. 20 metrów od mojego domu.
- Nie ogarniam cię - byłam strasznie przestraszona, od razu wstałam i weszłam przez okno do pokoju.
- Dużo ludzi mi to mówi - powiedział chłopak, siedząc już u mnie w pokoju.
- Jak... ja się pytam jak ty wszedłeś tutaj szybciej niż ja?!
- Dobranoc kochaniutka - odwrócony do mnie plecami podniósł rękę i wyszedł przez okno.
- Nie odpowiedziałeś! - wreszcie zobaczyłam jego twarz, lecz niestety jedynie bokiem...
- Uroczo się denerwujesz - powiedział przez ramię i nagle już go nie było.
  Zasunęłam okno i położyłam się do łóżka, ale moje myśli, krążące wokół tajemniczego nieznajomego, nie pozwalały mi zasnąć. W końcu udało mi się odpłynąć do krainy snów, a gdy się obudziłam moim oczom ukazał mi się nikt inny, tylko "Pan Nieznajomy"! Oczywiście musiał siedzieć tyłem, ukrywając swoją twarz.
- PROSZĘ CIĘ WYJDŹ I DAJ MI ŚWIĘTY SPOKÓJ!
- Jeżeli tego aż tak bardzo pragniesz.- powiedział, siedząc ciągle tyłem do mnie.
- Tak. A powiesz chociaż jak masz na imię?
- Mike. - otworzył okno, wyszedł i oddalił się dziwnie powolnym krokiem, co wywołało u mnie lekkie zdziwienie.
Wreszcie odetchnęłam z ulgą, bo bałam się że któreś z moich rodziców może wejść do mojego pokoju i zobaczyć chłopaka, którego nigdy dotąd nie widzieli.
    Jak na razie dzień przeprowadzki jest bardzo szokujący... Za parę godzin będę w Nowym Orleanie, zacznę od nowa, zmienię się, zapomnę o tym dziwnym typie. Wszystko po prostu będzie OK. Zeszłam na dół gdzie było już pusto i nikogo nawet nie było. Mama zostawiła jedynie karteczkę na schodach:
" Pojechaliśmy sprzedać niektóre rzeczy i będziemy około 10.00 . Mama." 
Korzystając z tego że byłam sama w domu, postanowiłam ostatni raz posiedzieć nad jezioro koło naszego domu. Szłam sobie spokojnie w kierunku jeziora, a gdy dotarłam na miejsce, usiadłam sobie na końcu małego mostku. Siedząc myślałam, co mnie spotka w tym Nowym Orleanie, aż nagle podskoczyłam, słysząc od niedawna znajomy głos...
- Ooo, tak myślałem, że cię tu spotkam kochana - powiedział Mike.
- To znowu ty?! - powiedziałam nie odwracając się do niego.
- Skąd wiesz, że to ja ? Może to jakiś zły typ, który zabija wielu ludzi, bo czasami traci nad sobą kontrolę?
Wtedy odwróciłam twarz, bo myślałam, że wreszcie zobaczę jak wygląda. Jednak nic z tego. Akurat odwrócił głowę, jakby przeczuł, że chce wreszcie zobaczyć jego twarz.
- Ale z ciebie dowcipniś - wstałam, ale dalej byłam odwrócona do niego plecami.
- Nie boisz się niczego, ani nikogo? - spytał Mike. Słyszałam, że podchodzi co raz bliżej mnie.
- Masz na myśli czy się boję Ciebie? Nie, nie boję się.
- Zła odpowiedź.
Wtedy chłopak wepchną mnie do wody. Z racji, iż umiem pływać postanowiłam, że popłynę pod mostek, by Mike myślał, że utonęłam. Tak jak myślałam, chłopak wskoczył do wody, bo chyba uznał, że za długo przebywam pod wodą. Gdy on wskoczył, ja wyszłam z drugiej strony i patrzyłam jak nurkuje, szukając mnie. Trochę mnie to nudziło, bo szukał dość długo, ale uznałam, że zasłużył sobie na tę odrobinę strachu, po tym co mi zrobił. Po cichu ruszyłam w drogę powrotną do domu. Wróciłam w samą porę. Gdy weszłam do domu rodzice nadjechali.
- O a co Ty taka mokra? - spytał tata.
- Wskoczyłam do jeziora - uśmiechnęłam się na przymus.
- Ach, niby taka duża, a zachowuje się jak małe dziecko - westchnęła mama, po czym na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Bardzo zabawne... - burknęłam i udałam się do swojego pokoju.
O godzinie 12.00 wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Był bardzo upalny dzień a jechaliśmy dość długo. Ciężko było znieść ten upał. Po dotarciu na miejsce, gdy zobaczyłam nasz nowy dom, na przedmieściach Nowego Orleanu, nie dowierzałam w to co widzę. Dom okazał się cudowny. 
Weszliśmy i rodzice zaczęli pokazywać mi nasz nowy dom. Budynek był już wyposażony w meble i wszystkie podstawowe sprzęty, więc kosztował też sporo. Mama z tatą mówili, że będę zachwycona swoim pokojem, więc udałam się na górę i otworzyłam pierwsze drzwi po prawej. Pokój wyglądał pięknie. Najbardziej podobało mi się to, że przez okno mogę wychodzić na dach, tak jak w Knoxville. 
Gdy skończyliśmy obchód domu, zaczęliśmy rozpakowywanie się. I tak do wieczora. O dziwo w ogóle nie byłam zmęczona. Była pełnia dlatego było słychać niedaleko naszego domu wycie wilka, przez co nie zasnęłam zbyt szybko. Trochę to było wkurzające. Leżąc tak po północy po głowie krążyły mi myśli o  Mike'u. Nie widziałam jego twarzy, nie wiem kim właściwie jest, gdzie mieszka i dlaczego chciał, żebym została w Knoxville. Jedyne co wiem to, to jak ma na imię i na tym moja wiedza na jego temat się kończy, co jest bardzo irytujące. A jak pomyślę, że on wie o mnie tak wiele, to denerwuje mnie jeszcze bardziej. Jedyny fakt, który mnie w takich sytuacjach pociesza to, to że Mike nie wie, gdzie teraz mieszkam i nie będzie mnie już więcej nachodził, bo gdy nad jeziorem mówiłam mu, że się go nie boję, kłamałam. Tak naprawdę jego tajemniczość mnie przeraża...
Z zadumy wyrwało mnie nagłe pukanie w okno. Zbladłam ze strachu. Wstałam jednak i na lekko trzęsących się nogach, podeszłam do okna. Ostrożnie złapałam za zasłonę i powoli odchyliłam ją. Moim oczom ukazała się ciemna, męska postać, której twarz do połowy skryta była w cieniu kaptura. Widoczny był jedynie ten piękny uśmiech, który tak dobrze znałam. 

To był Mike...




♣♣♣


10 kom.- następny rozdział. Mam nadzieję że s

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 1

- Dzień dobry królewno - do mojego pokoju wszedł tata.
- Bry, bry. Nie zrozum mnie źle, ale ja mam już osiemnaście lat... i sama mogę się obudzić - uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku.
- Ahhh rozumiem. Dzisiaj będzie duże zamieszanie, pakowanie, sprzątanie, jednym słowem wiele pracy. Zjedz śniadanie i trzeba zacząć, bo do wieczora się nie wyrobimy - zaśmiał się i wyszedł.
Gdy zerknęłam na telefon, moja szczęka opadła w dół jak kopara... 11 godzina!!! Szybko zbiegłam do kuchni zjeść śniadanie, później ogarnęłam twarz i postanowiłam zacząć pakować już drobiazgowe rzeczy. Otwierając drzwi od mojego pokoju, zobaczyłam pudełko średniej wielkości, leżące na łóżku. Pudełko było wypełnione moimi drobiazgowymi rzeczami, które miałam właśnie spakować. Patrząc na to zastanawiałam się skąd to mogło się wziąć. Po chwili poczułam powiew wiatru na swojej skórze, okno odsłonięte i szeroko otwarte. Nie wiedziałam co się dzieje! Przez chwilę nie kontaktowałam...no bo nie widzi się takiego widoku na co dzień. Zastanawiałam się i zastanawiałam, aż w końcu uznałam że miałam już to spakowane, a tata wszedł do mnie do pokoju jak jadłam śniadanie, pudełko położył na łóżku i otworzył okno by przewietrzyć. Skoro miałam już to spakowane, uznałam że poleżę jeszcze chociaż 10 minut. Gdy położyłam się obok tego pudełka, zobaczyłam małą karteczkę umieszczoną pod wstążką na pudełku. Sięgnęłam po nią... widniał na niej napis "Proszę zostań, może się jeszcze poznamy...", po przeczytaniu wiadomości od "Nieznajomego", zaczęłam się śmiać, pewnie dziewczyny z mojej klasy, które mnie nienawidzą (z wzajemnością) chciały wywinąć mi jakiś wielki dowcip żebym w to uwierzyła. Wiem do czego są zdolne, zdarzyło mi się już nie raz, że udawały jakiegoś chłopaka który do mnie pisał. Nienawidzę ich, nie dość że plastiki to jeszcze wpadają na takie dente pomysły.Gdy zamknęłam oczy usłyszałam trzepot skrzydeł, szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam gołębia, wstałam z łóżka i podeszłam do niego bo zauważyłam że stało się jemu coś ze skrzydłem, miał coś przewieszone na szyi.Wzięłam jego na ręce i usiadłam na łóżko, na przewieszce z karteczką miał napisane "proszę Cię zostań", nie wiedziałam co mam o tym myśleć, to nie w stylu tych plastików, stwierdziłam iż robi się to za dziwne... pogłaskałam parę razy gołębia, podeszłam do okna i wypuściłam go.Po tym całym zamieszaniu postanowiłam że wreszcie zacznę się pakować gdy do mojego pokoju weszła mama.
- Nie pakujesz się jeszcze? - mama wychyliła głowę zza drzwi.
- Miałam właśnie taki zamiar - uśmiechnęłam się, a mama zamknęła za sobą drzwi i odeszła.
Spakowałam już wszystkie moje ciuchy i postanowiłam pomóc mamie w pakowaniu.Następnie pomogłam jej i tacie w sprzątaniu.Wyprowadzamy się na stałe więc trzeba się porządnie spakować, dzisiejszy dzień, jest moim przedostatnim w tym mieście, i w tym właśnie momencie pomyślałam o napisach na tych karteczkach... może to być jakaś dziewczyna, lub może to być jakiś chłopak... samą mnie to bardzo zaciekawiło. Gdy nadszedł wieczór, włączyłam muzykę https://www.youtube.com/watch?v=XjwZAa2EjKA stanęłam na dachu i zamknęłam oczy. Włosy fruwały mi we wszystkie strony, ponieważ wiał silny, zimny wiatr, poczułam że dostaję gęsiej skórki. Zaczęłam rozmyślać czy mam w jakiś sposób przedłużyć pobyt w Knoxville, czy czym prędzej wyjeżdżać. Rozmyślając tak, poczułam że ktoś dotknął mojej ręki! Od razu otworzyłam oczy, lecz nikogo nie zauważyłam.Przyznam że byłam lekko przestraszona, postanowiłam usiąść.Przyznam że od samego rana mam dziwne wrażenie że jestem obserwowana... co doprowadza mnie już powoli do szału! Co dziwne mam takie odczucie codziennie, odkąd dowiedziałam się o tym że się przeprowadzam.Teraz ostatni raz siedzę wieczorem na dachu tego domu, ostatni wieczór! aż mi jedna łezka poleciała... schowałam głowę w kolana, a gdy ją podniosłam do góry, strasznie się przestraszyłam, zobaczyłam jakiegoś chłopaka stojącego na przeciw mnie...
- Witam Panią Katniss - nie było widać jego twarzy, lecz przeczuwałam że się uśmiecha.
- Dzisiaj siedzisz tu po raz ostatni, chyba że poczekasz z wyjazdem - podszedł bliżej, dzięki czemu widziałam już że się uśmiecha.
- Jak Ty tak szybko się tu znalazłeś?! I skąd znasz moje imię?! - patrzyłam jak skamieniała na chłopaka.
- Jakoś tak, hmm... widzę Cię bardzo często w szkole na korytarzu, i słyszę jak na Ciebie mówią - chłopak zaczął się cofać.
- to mamy problem bo ja Ciebie nie. - nie dałam już po sobie poznać że jestem przestraszona.




♣♣♣


5 kom. Następny rozdział.
Przepraszam że wczoraj nie dodałam rozdziału:c

piątek, 31 stycznia 2014

Prolog

      Nazywam się Katniss Corbet mam 18 lat, jestem jedynaczką i jak na razie mieszkam na przedmieściach Knoxville. Niedawno dowiedziałam się od rodziców, że przeprowadzamy się zaraz w pierwszym tygodniu wakacji do Nowego Orleanu... a do wakacji został tylko tydzień! Nie wiem dlaczego tyle zwlekali by mnie poinformować. Nawet nie zapytali mnie o zdanie, a ja nie chcę wyjeżdżać! Przecież tutaj się urodziłam i wychowałam. Na razie nie popieram tego pomysłu.
  Mimo tego, że nie mam tu wielu dobrych znajomych, to strasznie przywiązałam się do tego miejsca. Uwielbiam w wolnym czasie chodzić po górach - a mogę z tego korzystać codziennie, ponieważ mieszkam niedaleko nich. Nigdy niczego nie planuję, żyję chwilą i jestem wielką ryzykantką i od czasu do czasu lubię mocny zastrzyk adrenaliny, jednak niekiedy nie wychodzi mi to na dobre. A co do tego, że nie mam za wielu znajomych... zawdzięczam to mojemu  k o c h a n e m u  charakterowi. Wszyscy zastanawiają się czemu jestem taka wredna dla innych i zamknięta w sobie. Szczerze? sama nie wiem... taka już jestem i chyba nic tego nie zmieni. Jestem zamknięta w sobie, bo trudno zdobyć moje zaufanie i jestem podejrzliwa.
  Teraz tak się zastanawiam... może przeprowadzka do Nowego Orleanu sprawi, iż będę mogła zacząć nowe lepsze życie? Może to już dobry moment by się zmienić? Wiem, wiem jestem bardzo zmienna, no ale przecież jak każda kobieta, więc można mi to wybaczyć... chyba. 
  Gdybym się postarała, na pewno poznałabym wiele nowych osób, a za tymi tutaj bym nawet nie tęskniła. Jedyne za czym bym tęskniła to ten klimat, swoboda i spacery po górach. W Knoxville, gdy przychodzi wieczór, wychodzę na dach przez okno pokoju i słuchając ulubionej muzyki rozpływam się w marzeniach. 
Wszystkie pytania, które gnębią mnie każdego wieczoru rozpoczynają się od słów: "Co by było, gdyby...". To właśnie na te pytania składają się na moje głęboko skrywane marzenia o prawdziwej przyjaźni, której do tej pory nie dane mi było zaznać, a także o miłości, która jest mi równie obca i niedostępna. Może właśnie przeprowadzka do Nowego Orleanu pomogłaby mi spełnić te marzenia? Może to jest jedyny sposób, abym odnalazła przyjaźń i miłość? W Knoxville nie uda mi się spełnić swoich marzeń i tego jestem w stu procentach pewna, ale... co będzie, gdy w Nowym Orleanie też nie znajdę tego, czego tak bardzo mi brak? To będzie jeszcze gorsze niż pozostanie tu, w miejscu gdzie czuję się wolna, mając tyle przestrzeni. Wyjeżdżając tam, stracę to, co tak bardzo kocham, a więc spacery po górach, nocne przesiadywanie na dachu, oświetlonym blaskiem księżyca i rozmyślanie o życiu jak z bajki, którego tak bardzo pragnę.
  Czuję, że moje obawy dotyczące przeprowadzki nie zostaną rozwiane, aż do dnia, w którym spotkam tam kogoś, komu będę w stanie zaufać. Boję się tej przeprowadzki i tęsknoty za dzieciństwem spędzonym w tym domu, które już dobiegło końca. 
  Nie potrafię wyobrazić sobie mojego życia w Nowym Orleanie, ale czas pokarze...


♣♣♣





Rozdział I zostanie opublikowany w piątek (7.02.)
Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania.


czwartek, 30 stycznia 2014

Bohaterowie






Katniss Corbet - 18 lat 




Lucy Morgan - 20 lat





Mike Smith - 20 lat



Damon Salvatore 




Klaus Mikaelson



Elijah Mikaelson


Rebekah Mikaelson


♣♣♣