środa, 19 lutego 2014

Rozdział 2

- Fajna jesteś - było jedynie widać jego bielutkie zęby i śmiejące się wargi, gdyż reszta jego twarzy znajdowała się w cieniu kaptura.
- Cieszy mnie to, ze tak uważasz, ale tak szczerze, to bardzo by mnie ucieszyło, jakbyś z łaski swojej się stąd wyniósł - uśmiechnęłam się wrednie.
- Ojj... nie ładnie ze strony panienki
- Zamknij się i wynocha - mówiłam to cały czas patrząc daleko w ciemną przestrzeń.
- Specjalnie dla ciebie odejdę i będę cały czas na ciebie patrzył z ukrycia - tym razem on uśmiechną się wrednie i z prędkością światła znalazł się na drzewie, ok. 20 metrów od mojego domu.
- Nie ogarniam cię - byłam strasznie przestraszona, od razu wstałam i weszłam przez okno do pokoju.
- Dużo ludzi mi to mówi - powiedział chłopak, siedząc już u mnie w pokoju.
- Jak... ja się pytam jak ty wszedłeś tutaj szybciej niż ja?!
- Dobranoc kochaniutka - odwrócony do mnie plecami podniósł rękę i wyszedł przez okno.
- Nie odpowiedziałeś! - wreszcie zobaczyłam jego twarz, lecz niestety jedynie bokiem...
- Uroczo się denerwujesz - powiedział przez ramię i nagle już go nie było.
  Zasunęłam okno i położyłam się do łóżka, ale moje myśli, krążące wokół tajemniczego nieznajomego, nie pozwalały mi zasnąć. W końcu udało mi się odpłynąć do krainy snów, a gdy się obudziłam moim oczom ukazał mi się nikt inny, tylko "Pan Nieznajomy"! Oczywiście musiał siedzieć tyłem, ukrywając swoją twarz.
- PROSZĘ CIĘ WYJDŹ I DAJ MI ŚWIĘTY SPOKÓJ!
- Jeżeli tego aż tak bardzo pragniesz.- powiedział, siedząc ciągle tyłem do mnie.
- Tak. A powiesz chociaż jak masz na imię?
- Mike. - otworzył okno, wyszedł i oddalił się dziwnie powolnym krokiem, co wywołało u mnie lekkie zdziwienie.
Wreszcie odetchnęłam z ulgą, bo bałam się że któreś z moich rodziców może wejść do mojego pokoju i zobaczyć chłopaka, którego nigdy dotąd nie widzieli.
    Jak na razie dzień przeprowadzki jest bardzo szokujący... Za parę godzin będę w Nowym Orleanie, zacznę od nowa, zmienię się, zapomnę o tym dziwnym typie. Wszystko po prostu będzie OK. Zeszłam na dół gdzie było już pusto i nikogo nawet nie było. Mama zostawiła jedynie karteczkę na schodach:
" Pojechaliśmy sprzedać niektóre rzeczy i będziemy około 10.00 . Mama." 
Korzystając z tego że byłam sama w domu, postanowiłam ostatni raz posiedzieć nad jezioro koło naszego domu. Szłam sobie spokojnie w kierunku jeziora, a gdy dotarłam na miejsce, usiadłam sobie na końcu małego mostku. Siedząc myślałam, co mnie spotka w tym Nowym Orleanie, aż nagle podskoczyłam, słysząc od niedawna znajomy głos...
- Ooo, tak myślałem, że cię tu spotkam kochana - powiedział Mike.
- To znowu ty?! - powiedziałam nie odwracając się do niego.
- Skąd wiesz, że to ja ? Może to jakiś zły typ, który zabija wielu ludzi, bo czasami traci nad sobą kontrolę?
Wtedy odwróciłam twarz, bo myślałam, że wreszcie zobaczę jak wygląda. Jednak nic z tego. Akurat odwrócił głowę, jakby przeczuł, że chce wreszcie zobaczyć jego twarz.
- Ale z ciebie dowcipniś - wstałam, ale dalej byłam odwrócona do niego plecami.
- Nie boisz się niczego, ani nikogo? - spytał Mike. Słyszałam, że podchodzi co raz bliżej mnie.
- Masz na myśli czy się boję Ciebie? Nie, nie boję się.
- Zła odpowiedź.
Wtedy chłopak wepchną mnie do wody. Z racji, iż umiem pływać postanowiłam, że popłynę pod mostek, by Mike myślał, że utonęłam. Tak jak myślałam, chłopak wskoczył do wody, bo chyba uznał, że za długo przebywam pod wodą. Gdy on wskoczył, ja wyszłam z drugiej strony i patrzyłam jak nurkuje, szukając mnie. Trochę mnie to nudziło, bo szukał dość długo, ale uznałam, że zasłużył sobie na tę odrobinę strachu, po tym co mi zrobił. Po cichu ruszyłam w drogę powrotną do domu. Wróciłam w samą porę. Gdy weszłam do domu rodzice nadjechali.
- O a co Ty taka mokra? - spytał tata.
- Wskoczyłam do jeziora - uśmiechnęłam się na przymus.
- Ach, niby taka duża, a zachowuje się jak małe dziecko - westchnęła mama, po czym na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Bardzo zabawne... - burknęłam i udałam się do swojego pokoju.
O godzinie 12.00 wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Był bardzo upalny dzień a jechaliśmy dość długo. Ciężko było znieść ten upał. Po dotarciu na miejsce, gdy zobaczyłam nasz nowy dom, na przedmieściach Nowego Orleanu, nie dowierzałam w to co widzę. Dom okazał się cudowny. 
Weszliśmy i rodzice zaczęli pokazywać mi nasz nowy dom. Budynek był już wyposażony w meble i wszystkie podstawowe sprzęty, więc kosztował też sporo. Mama z tatą mówili, że będę zachwycona swoim pokojem, więc udałam się na górę i otworzyłam pierwsze drzwi po prawej. Pokój wyglądał pięknie. Najbardziej podobało mi się to, że przez okno mogę wychodzić na dach, tak jak w Knoxville. 
Gdy skończyliśmy obchód domu, zaczęliśmy rozpakowywanie się. I tak do wieczora. O dziwo w ogóle nie byłam zmęczona. Była pełnia dlatego było słychać niedaleko naszego domu wycie wilka, przez co nie zasnęłam zbyt szybko. Trochę to było wkurzające. Leżąc tak po północy po głowie krążyły mi myśli o  Mike'u. Nie widziałam jego twarzy, nie wiem kim właściwie jest, gdzie mieszka i dlaczego chciał, żebym została w Knoxville. Jedyne co wiem to, to jak ma na imię i na tym moja wiedza na jego temat się kończy, co jest bardzo irytujące. A jak pomyślę, że on wie o mnie tak wiele, to denerwuje mnie jeszcze bardziej. Jedyny fakt, który mnie w takich sytuacjach pociesza to, to że Mike nie wie, gdzie teraz mieszkam i nie będzie mnie już więcej nachodził, bo gdy nad jeziorem mówiłam mu, że się go nie boję, kłamałam. Tak naprawdę jego tajemniczość mnie przeraża...
Z zadumy wyrwało mnie nagłe pukanie w okno. Zbladłam ze strachu. Wstałam jednak i na lekko trzęsących się nogach, podeszłam do okna. Ostrożnie złapałam za zasłonę i powoli odchyliłam ją. Moim oczom ukazała się ciemna, męska postać, której twarz do połowy skryta była w cieniu kaptura. Widoczny był jedynie ten piękny uśmiech, który tak dobrze znałam. 

To był Mike...




♣♣♣


10 kom.- następny rozdział. Mam nadzieję że s

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 1

- Dzień dobry królewno - do mojego pokoju wszedł tata.
- Bry, bry. Nie zrozum mnie źle, ale ja mam już osiemnaście lat... i sama mogę się obudzić - uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku.
- Ahhh rozumiem. Dzisiaj będzie duże zamieszanie, pakowanie, sprzątanie, jednym słowem wiele pracy. Zjedz śniadanie i trzeba zacząć, bo do wieczora się nie wyrobimy - zaśmiał się i wyszedł.
Gdy zerknęłam na telefon, moja szczęka opadła w dół jak kopara... 11 godzina!!! Szybko zbiegłam do kuchni zjeść śniadanie, później ogarnęłam twarz i postanowiłam zacząć pakować już drobiazgowe rzeczy. Otwierając drzwi od mojego pokoju, zobaczyłam pudełko średniej wielkości, leżące na łóżku. Pudełko było wypełnione moimi drobiazgowymi rzeczami, które miałam właśnie spakować. Patrząc na to zastanawiałam się skąd to mogło się wziąć. Po chwili poczułam powiew wiatru na swojej skórze, okno odsłonięte i szeroko otwarte. Nie wiedziałam co się dzieje! Przez chwilę nie kontaktowałam...no bo nie widzi się takiego widoku na co dzień. Zastanawiałam się i zastanawiałam, aż w końcu uznałam że miałam już to spakowane, a tata wszedł do mnie do pokoju jak jadłam śniadanie, pudełko położył na łóżku i otworzył okno by przewietrzyć. Skoro miałam już to spakowane, uznałam że poleżę jeszcze chociaż 10 minut. Gdy położyłam się obok tego pudełka, zobaczyłam małą karteczkę umieszczoną pod wstążką na pudełku. Sięgnęłam po nią... widniał na niej napis "Proszę zostań, może się jeszcze poznamy...", po przeczytaniu wiadomości od "Nieznajomego", zaczęłam się śmiać, pewnie dziewczyny z mojej klasy, które mnie nienawidzą (z wzajemnością) chciały wywinąć mi jakiś wielki dowcip żebym w to uwierzyła. Wiem do czego są zdolne, zdarzyło mi się już nie raz, że udawały jakiegoś chłopaka który do mnie pisał. Nienawidzę ich, nie dość że plastiki to jeszcze wpadają na takie dente pomysły.Gdy zamknęłam oczy usłyszałam trzepot skrzydeł, szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam gołębia, wstałam z łóżka i podeszłam do niego bo zauważyłam że stało się jemu coś ze skrzydłem, miał coś przewieszone na szyi.Wzięłam jego na ręce i usiadłam na łóżko, na przewieszce z karteczką miał napisane "proszę Cię zostań", nie wiedziałam co mam o tym myśleć, to nie w stylu tych plastików, stwierdziłam iż robi się to za dziwne... pogłaskałam parę razy gołębia, podeszłam do okna i wypuściłam go.Po tym całym zamieszaniu postanowiłam że wreszcie zacznę się pakować gdy do mojego pokoju weszła mama.
- Nie pakujesz się jeszcze? - mama wychyliła głowę zza drzwi.
- Miałam właśnie taki zamiar - uśmiechnęłam się, a mama zamknęła za sobą drzwi i odeszła.
Spakowałam już wszystkie moje ciuchy i postanowiłam pomóc mamie w pakowaniu.Następnie pomogłam jej i tacie w sprzątaniu.Wyprowadzamy się na stałe więc trzeba się porządnie spakować, dzisiejszy dzień, jest moim przedostatnim w tym mieście, i w tym właśnie momencie pomyślałam o napisach na tych karteczkach... może to być jakaś dziewczyna, lub może to być jakiś chłopak... samą mnie to bardzo zaciekawiło. Gdy nadszedł wieczór, włączyłam muzykę https://www.youtube.com/watch?v=XjwZAa2EjKA stanęłam na dachu i zamknęłam oczy. Włosy fruwały mi we wszystkie strony, ponieważ wiał silny, zimny wiatr, poczułam że dostaję gęsiej skórki. Zaczęłam rozmyślać czy mam w jakiś sposób przedłużyć pobyt w Knoxville, czy czym prędzej wyjeżdżać. Rozmyślając tak, poczułam że ktoś dotknął mojej ręki! Od razu otworzyłam oczy, lecz nikogo nie zauważyłam.Przyznam że byłam lekko przestraszona, postanowiłam usiąść.Przyznam że od samego rana mam dziwne wrażenie że jestem obserwowana... co doprowadza mnie już powoli do szału! Co dziwne mam takie odczucie codziennie, odkąd dowiedziałam się o tym że się przeprowadzam.Teraz ostatni raz siedzę wieczorem na dachu tego domu, ostatni wieczór! aż mi jedna łezka poleciała... schowałam głowę w kolana, a gdy ją podniosłam do góry, strasznie się przestraszyłam, zobaczyłam jakiegoś chłopaka stojącego na przeciw mnie...
- Witam Panią Katniss - nie było widać jego twarzy, lecz przeczuwałam że się uśmiecha.
- Dzisiaj siedzisz tu po raz ostatni, chyba że poczekasz z wyjazdem - podszedł bliżej, dzięki czemu widziałam już że się uśmiecha.
- Jak Ty tak szybko się tu znalazłeś?! I skąd znasz moje imię?! - patrzyłam jak skamieniała na chłopaka.
- Jakoś tak, hmm... widzę Cię bardzo często w szkole na korytarzu, i słyszę jak na Ciebie mówią - chłopak zaczął się cofać.
- to mamy problem bo ja Ciebie nie. - nie dałam już po sobie poznać że jestem przestraszona.




♣♣♣


5 kom. Następny rozdział.
Przepraszam że wczoraj nie dodałam rozdziału:c